Łojezu jak dawno mnie tu nie było!! To ja niedobra! Ale cóż począć, tyle się działo...
Staż się skończył z końcem roku, a nowej pracy ani widu, ani słychu. Ale... ale.. pod koniec stycznia zadzwonili z przedszkola pod miastem Lubego i zaproponowali przyjść na jeden dzień na próbę. Więc poszłam i.. zostałam :) może nie jest to umowa na stałe, ale kto wie :) No, a jeśli praca jest i to jeszcze tak blisko Lubego, więc się wzięłam proszę ja Was i z grubej rury do rodzicielki wołam, że się wyprowadzam :) Jak powiedziałam, tak też zrobiłam.. Od 1 lutego zmieniłam adres zamieszkania :)) Już minął ponad miesiąc i nie mogę narzekać, ale tfuuu... żeby nie było :)
Pozdrawiam!
salazaria
Wiesz, jak ciężko jest być cały tydzień daleko? Rozumiesz, co czuję, kiedy co niedzielę wsiadam w ten cholerny pociąg..? Mam dość tego ciągłego wracania.. Teraz już jestem u Ciebie, już jest dobrze. Nawet chłopaki przyjechali :)
skomentuj (0)..za mną :) i pierwszy Dzień Nauczyciela :) było bardzo miło, dzieciaki sympatyczne, chociaż czasami dają w kość... Praca nie jest lekka i sympatyczna, często to czuję wracając o 16 do domu..ale mimo wszystko warto. Dobija fakt całego tygodnia samej w Słupsku..... Tylko weekendy jeżdżę tam..do G. Chyba nawet już ciężko mi żyć bez tych weekendów... ale o tym później, bo zaraz jedziemy do znajomych. Buzi
skomentuj (0)
...kto dostał pracę? :) Tak, tak! Właśnie ja! Dostałam staż w przedszkolu :) jupi! :D
skomentuj (3)
Już jestem. Wróciłam wczoraj, przywiózł mnie :) To było bardzo mile spędzone kilka dni..nie chciało się wracać, ale tutaj też sprawy do załatwienia. Dodatkowo dostałam telefon z UP o możliwości podjęcia stażu w przedszkolu i dziś nawet tam byłam, ale odpowiedź dostanę jutro, więc gryzę paluchy i czekam. Fakt jest taki, że oczywiście wolałabym teraz dostać staż w "innym" mieście, a nawet tym konkretnym :) no, ale nie zawsze mamy to, co chcemy i o tym się już nauczyłam.. Więc czekam..
A poza tym nie mogę doczekać się weekendu.. i JEGO :)
skomentuj (0)
Tak, wyjątkowo dawno.. V mnie zostawił w Wielkanocny Poniedziałek.. Po 7 wspólnych latach spakował się, powiedział, że ma inną i tyle go widziałam. Żadnych wyjaśnień, zerwanie zaręczyn, żadnego ślubu.. Zaraz później był bal magisterski, na który poszłam ze znajomym i bawiłam się, no tak w zasadzie uśmiechnięta. Później nowe znajomości, szał pisania na ostatnią chwilę pracy mgrskiej i obrona... Zdana na 5, bo dam radę i chcę! I lato..gorące.. Lato szykujące dwa wesela wśród znajomych..a ja sama, mimo przelotnych znajomości. Pierwsze wesele i partner- miły, przystojny, wysoki.. ale nic..zero tańca, zero zabawy.. Na następne wesele musiałam znaleść kogoś zabawniejszego. I oto jak zawsze internet przyszedł z pomocą :) Wcześniej zawarta znajomość internetowa przerodziła się w dłuższe pogawędki, poranne smsy i te na dobranoc.. Później wesele.. cudowna zabawa, partner trafiony w 10! Radość z tego, że zaryzykowałam. Oczywiście, żeby nie było tak miło i pięknie- nie jest z mojego miasta.. 70km dalej mieszka ktoś, kto być może poczuł do mnie coś więcej niż tylko przyjaźń, ktoś mi bliski.. Przyjeżdża, ja jeżdżę do niego i zawsze trochę rozdarcia przy rozstaniach, więc chcemy, żeby coś z tego było. Wyjeżdżam jutro do niego, nie chcę wracać.
Po krótce, co się wydarzyło. Bo nie chcę pisać całości..tego jak było i dlaczego. Ciężki czas za mną, niebo przede mną-mam nadzieję :)
Pozdrawiam..